Dlaczego trzy, nie jeden
Wygrany argument to nie to samo co zwrócony obiekt
W jednej z pierwszych spraw mieliśmy komplet dokumentów: inwentarz, fotografię z numerem, akt darowizny z 1931 roku. Sprawa prawna wyglądała mocno. I stanęła, bo w państwie posiadacza upłynął termin, po którym nabywca w dobrej wierze staje się właścicielem. Argument był dobry. Nie miał już gdzie zadziałać.
Obiekt wrócił dwa lata później, na podstawie porozumienia, do którego doszło poza sądem. Zadziałało to, że instytucja sama uznała problem reputacyjny i miała gotową ścieżkę wyjścia — depozyt długoterminowy z uznaniem tytułu. Nikt jej do tego nie przymusił.
Stąd nasza zasada: tor prawny buduje pozycję, tor dyplomatyczny buduje wyjście, a tor publiczny buduje koszt bezczynności. Każdy osobno bywa niewystarczający.